Śledzą nas... Okradają z ścieżek i ustroni,
Z trudem przez nas wykrytych. Gniew nasz w słońcu pała!
Śpieszno nam do łez szczęścia, do tchów naszych woni,
Chcemy pieszczot próbować, poznawać swe ciała.

Więc na przekór przeszkodom źrenica bezradna
Chłoniemy się nawzajem, niby dwa bezdroża,
A gdy powiek znużonych kotary opadną,
Czujemy, żeśmy wyszli z uścisków i z łoża.

Nikt tak nigdy nie patrzał, nie bywał tak blady,
I nikt do dna rozkoszy ciałem tak nie dotarł,
I nie nurzał swych pieszczot bezdomnej gromady
W takim łożu, pod strażą takich czujnych kotar!


Puściła po stole swawolący wianek.
"Kto go chwyci pierwszy - ten mój kochanek!"

Pochwycił tak ściśle, aż się kwiaty zwarły.
"Skąd ty jesteś rodem?" - "Ja rodem - umarły!"

"Co się stało wokół, że świat mi się mroczy?" -
"To ja własnoręcznie zamykam ci oczy..."

"Już mnie nigdzie nie ma i nigdzie nie będzie!"-
"Nie ma ciebie nigdzie, bo już jesteś wszędzie"